wtorek, 23 lipca 2013

Odcinek 11., Sezon 1


Odcinek 11 autorstwa Ingi :)
Niedługo potem usłyszeli donośny gong rozchodzący się echami po komnatach. Bociek drgnął i napuszył się niespodzianie, a przyjaciele spojrzeli po sobie niepewnie.
- Najwyższy czas! – zaświergotała do nich ożywiona sosnówka – Chodźcie! Królowa nie będzie długo czekać – rzekła i sprowadziła ich schodami na dół ku potężnym, pokrytym masą perłową drzwiom, które strzegły cztery dzięcioły.
- O matko,  jezu chryste – jęknął z podziwem Stefek, który patrzył z lekkim obłędem na wejście do Sali Tronowej. W końcu jednak otrząsnął się – Wypasiony zamek, co?
- Och, zaraz będziecie mieli co podziwiać – zachichotała rozbawiona sosnówka – To jeszcze nic.
Nagle drzwi zaczęły się powoli otwierać przy dźwiękach trąbek i fanfar. Dopiero teraz zobaczyli całe ich piękno – były to bowiem ogromne, masywne drzwi z mahoniu, pokryte perłą, o okuciach ze srebra i złota. W dodatku całe były rzeźbione w postaci wszystkich możliwych dzięciolich królów; począwszy od Eryka Puszystego, poprzez Brunhildę Wspaniałą, na Zegfrydzie Łagodnej skończywszy.
- Ojojć! – szeptali co chwila przyjaciele. W końcu jednak drzwi otwarły się szeroko i oboje zobaczyli ogromną salę urządzoną ze wprost nieprawdopodobnym przepychem. Było to długie i szerokie pomieszczenie rzeźbiona w białym marmurze i kości słoniowej, ze stropu jego zaś zwieszały się piękne żyrandole, na których jasno płonęły świece. Po obu stronach Sali patrzyły na siebie z naprzeciwka posągi dzięciolich królów. Widząc to Jynx wyprostował się i podniósł dumnie głowę – w końcu on także był dzięciołem. Przez salę biegł długi jaśniejący złotem i kamieniami szlachetnymi dywan. W oddali zaś zobaczyli tron w kształcie otwierającego się pąka róży.
- O raju – westchnął Stefan i przyjaciele musieli go złapać, aby nie padł jak długi na ziemię. Wszyscy zresztą byli zafascynowani bogastwem Zamku. Wkrótce doszli pod sam tron i wtedy dopiero zobaczyli królową. Jak mogli jej wcześniej nie dostrzec? Była to wysoka i zgrabna dzięciolica, o czarnym i lśniącym upierzeniu. Na głowie miała subtelną czerwoną plamkę, a oczy jej lśniły satysfakcją i ożywieniem. Odziana była w zwiewne, jedwabne szaty i srebrzysty diadem.  Przyjaciele zamarli w zaskoczeniu. Jynx zaś wpatrywał się w nią z mieszaniną zachwytu i niedowierzenia na dziobie.
- Witajcie, moi mili – zaczęła królowa Felicja. Miała zaskakująco miękki i przyjemny głos. Jynx westchnął i był bliski omdlenia. Jedyną osobą, która nie dała się całkowicie uwieść pięknie i bogactwu Sali był Filip, który patrzył z szacunkiem na Felicję. Skłonił się jej, a za nim również i jego towarzysze.
- Witaj, pani – Filip uśmiechnął się przyjaźnie, ale i z uniżeniem – Czy zechcesz udzielić nam pomocy w potrzebie?
- Na początku opowiedzcie mi swoją historię – poprosiła Królowa. Tak więc opowiedzieli jej całe swe dzieje począwszy od porwania starego Myszołowa. Kiedy skończyli królowa zmarszczyła się.
- Sądzę, że na początku powinniście nieco odpocząć…
- Odpoczywaliśmy! – przerwał jej Stefan, ale umilkł, gdy przyboczna straż królowej zmierzyła go piorunującym spojrzeniem. Sama Felicja zaśmiała się tylko perliście i zeszła z podwyższenia krocząc ku nim z czarującym uśmiechem na dziobie.
- Powinniście wypocząć – rzekła nieugięcie – Heroizm nie wyparuje w tym czasie z waszych serc.
- Królowo – bociek skłonił się – Nasi przyjaciele są w potrzasku! Każda chwila jest cenna! Musimy cih uratować!
- Dlatego też wysłałam swoich najznakomitszych szpiegów i mówców, aby wybadali sprawę, a w razie czego negocjowali – łagodziła królowa – Sami nic nie zrobicie, a musimy obyć się bez strat. A teraz się prześpijcie, a jeśli chcecie moja urocza pokojówka – tu wskazała na sosnówkę, która się zarumieniła – was oprowadzi po ogrodach.
- Audiencja skończona – zasygnalizował dzięcioł syryjski, który stał za przyjaciółmi i dał im znak do odwrotu. Niedługo potem Bociek, Filip, Stefek, Jynx i sosnówka znaleźli się w pokoju gościnnym. Dopiero tu zaczęli się przekrzykiwać wychwalając przepych Sali Tronowej:
- A widzieliście ten tron? Był z kości słoniowej inkrustowany złotem i perłami!
- Tron to nic, kiedy się spojrzy na sufit, żyrandole i posągi!
- E, tam! Najpiękniejsza była królowa!
- Doprawdy? Czyżby się Jynxsiu zakochał?
- Dobre żarty!
W końcu Filip przerwał przyjaciołom:
- Ciszej! Nie da się myśleć w tym hałasie! – żachnął się.
- Hmm, no tak, to może lekka przesada – uśmiechnął się blado Bociek.
- Sosnówko, może pokażesz nam ogrody? – zaproponował Stefek, któremu bardzo spodobała się ta milcząca i nieśmiała ptaszyna.
- Oczywiście – uśmiechnęła się tylko sikora i poprowadziła ich ku altanom, które stały na zewnątrz. Wokół kwiaty wielu gatunków i kolorów falowały zgodnie i przyjaciele westchnęli zgodnie.
- Pięknie tu – szepnął Bociek i wszyscy umilkli chłonąc ciszę. Czasem tylko usłyszeli szemranie potoku, który przepływał obok kaskadami i przyciszone głosy służby. Filip usiadł na huśtawce i wkrótce zmorzył go sen. Tym razem jednak nie zobaczył Uchacza… Tylko jego cień snujący się po ścianach tajemniczych skałek. „O co tu, u diabła chodzi?” – mruknął puszczyk do siebie. Wkrótce zobaczył, że cień puchacza zgina się i kurczy tak jakby Uchacz upadł. Usłyszał tylko ohydny śmiech, który mroził krew w żyłach. Filip zaczął szybciej oddychać, zobaczył bowiem, że z mroku wynurza się potężny ptak, którego gatunku nie znał. Oczy jego lśniły złowieszczo z nieukrywaną nienawiścią.Ptak pochylił głowę i szepnął do Filipa:
-I co, mały puszczyku? Myślisz, że przeszkodzisz mi w planach? –  jego śmiech przerodził się w przeraźliwe charczenie – Nie uratujesz swoich przyjaciół, ale sam… Może… może mi się jeszcze przydasz. Żegnaj! – krzyknął i Filip stoczył się w ciemność.

1 komentarz:

  1. Szkoda, że już nie piszecie :(.
    Kikitomi

    OdpowiedzUsuń